SPIS TREŚCI
W dzisiejszym wydaniu Migawki…
W „Rynkach Świata w Pigułce” przeczytasz:
- Dywersyfikacja umarła (10 spółek to 70% wzrostu S&P 500)?
- Własna litografia już w 2030 roku?
- Obligacje skarbowe? Jeszcze łatwiej!
- Większą dziura w budżecie
- Wiatraki to odporność państwa?
- Gigant chce (jeszcze) więcej!
Z „Krypto Raportu w Pigułce” dowiesz się:
- Stablecoiny rosną, TE spółki zyskują?
- NYSE też wchodzi w tokenizację
Rynkową Refleksję zaczniemy od tekstu pt. “Dezinformacja lekiem na dezinformację?”.
Rosyjska propaganda, fałszywe grafiki generowane przez sztuczną inteligencję i rządowa instytucja, która ma pomagać w walce z dezinformacją. Brzmi jak zestaw tematów, które trudno byłoby połączyć w jedną historię. A jednak wystarczy spojrzeć na wydarzenia z ostatnich tygodni, żeby dostrzec między nimi pewną zależność – ba, to wszystko spina się w “piękną” klamrę, i o tym właśnie będzie ta Rynkowa Refleksją.
Druga Rynkowa Refleksja nosi tytuł “Ukryty koszt poboru”.
Ostatnio rozgorzała w Polsce dyskusja o przywróceniu poboru do wojska. Oczywiście temat wrócił w kontekście wcześniejszych zapowiedzi rządu dotyczących powszechnych szkoleń. Pojawia się więc pytanie, czy Polska powinna mocniej postawić na obowiązkowe przygotowanie wojskowe, a jeśli tak, to w jakiej formie.
Nie zamierzam rozstrzygać tutaj, jaki model armii najlepiej odpowiada obecnej sytuacji geopolitycznej. Warto jednak spojrzeć na temat z nieco innej strony. Pobór ma bowiem nie tylko wymiar militarny i społeczny, lecz także ekonomiczny. A ten łatwo przeoczyć, jeśli patrzymy wyłącznie na wydatki zapisane w budżecie Ministerstwa Obrony Narodowej.
RYNKI ŚWIATA W PIGUŁCE
USA: Dywersyfikacja umarła (10 spółek to 70% wzrostu S&P 500)?
Od 30 marca zaledwie 10 spółek odpowiada za około 70% wzrostu indeksu S&P 500, który w tym czasie urósł o 23%. Innymi słowy, cały indeks dodał 23 punkty procentowe, ale aż 16 punktów procentowych pochodziło tylko z wąskiej grupy największych zwycięzców, podczas gdy pozostałe 490 spółek dołożyło łącznie zaledwie 7 punktów procentowych.
Największy wkład miała Nvidia, która sama odpowiadała za 13% całego wzrostu indeksu, czyli około 3 punkty procentowe. Za nią znalazły się Micron, Apple i Microsoft, z wkładem po około 9% wzrostu S&P 500, a dalej AMD i Alphabet, które odpowiadały odpowiednio za 8% i 7% ruchu indeksu.
To świetnie pokazuje, jak bardzo amerykański rynek stał się rynkiem koncentracji kapitału. Kupując szeroki indeks, inwestor formalnie ma ekspozycję na 500 spółek, ale w praktyce coraz większa część wyniku zależy od kilku gigantów technologicznych, półprzewodników i szeroko rozumianej infrastruktury pod AI. Podobnie wygląda sytuacja przy inwestowaniu w globalne ETF-y, a może już tylko “globalne”?
Ale spokojnie, dywersyfikacja nie umarła, ale przestała znaczyć to, co wielu inwestorów myśli, że znaczy. Sam zakup S&P 500 nie chroni przed koncentracją, tylko daje ekspozycję na rynek, w którym kapitał płynie dziś przede wszystkim do największych beneficjentów jednej dominującej fali technologicznej.
Źródło dostępne jest wyłącznie w płatnej wersji newslettera!
CHINY: Własna litografia już w 2030 roku?
Jensen Huang z Nvidii ocenił, że Chiny mogą mieć własne zaawansowane systemy litograficzne do 2030 roku. A litografia jest jednym z najtrudniejszych i najbardziej strategicznych elementów całego łańcucha półprzewodników, a bez niej trudno mówić o pełnej niezależności technologicznej w produkcji najnowocześniejszych chipów.
Chiny faktycznie robią postępy, szczególnie w obszarze DUV, gdzie krajowe skanery immersyjne mają trafiać m.in. do SMIC, Hua Hong Semiconductor i ChangXin Memory Technologies. Skala jest jednak na razie bardzo ograniczona, bo plany mówią o kilku maszynach w 2026 roku i kilkunastu kolejnych w 2027 roku, a część kluczowych komponentów nadal pochodzi z zagranicy.
Największym wyzwaniem pozostaje EUV (myślę, że większości subskrybentów Migawki Rynku nie trzeba tego pojęcia tłumaczyć), czyli technologia potrzebna do produkcji najbardziej zaawansowanych układów. Chiński prototyp podobno już istnieje i jest testowany, ale według doniesień nadal nie potrafi produkować działających chipów, a nawet jeśli osiągnie taki poziom około 2030 roku, to ASML w tym czasie będzie rozwijać kolejną generację High-NA EUV.
Chiny prawdopodobnie będą zmniejszać zależność od Zachodu w półprzewodnikach, ale do lidera, który cały czas ucieka do przodu, jeszcze daleko.
Źródło dostępne jest wyłącznie w płatnej wersji newslettera!
POLSKA: Obligacje skarbowe? Jeszcze łatwiej!
Lubię takie newsy – każde uproszczenie, które może zachęcić Polaków do oszczędzania (bo nie postrzegam obligacji skarbowych jako inwestycji) należy docenić!
PKO BP ułatwia zakup obligacji skarbowych i pozwala kupić je online także osobom, które nie mają konta osobistego w banku. W praktyce wystarczy smartfon, aplikacja banku, mObywatel do weryfikacji tożsamości oraz przejście przez zdalny proces otwarcia rachunku rejestrowego i złożenia zlecenia zakupu.
Do tej pory zakup obligacji przez kanały PKO BP był dla wielu osób powiązany z koniecznością bycia klientem banku albo korzystania z osobnego serwisu obligacyjnego. Teraz ścieżka ma być prostsza: klient wybiera obligacje, podaje dane, przechodzi ankiety AML i MiFID, podpisuje dokumenty online kodem SMS, a na końcu dostaje instrukcję opłacenia zlecenia.
Skala rynku jest już bardzo duża, bo według PKO BP klienci biura maklerskiego mają na rachunkach rejestrowych ponad 180 mld zł aktywów, z czego większość stanowią właśnie obligacje Skarbu Państwa. Od stycznia 2027 roku bank chce dodatkowo włączyć obligacje oszczędnościowe do Osobistych Kont Inwestycyjnych, obok lokat, funduszy, inwestycji giełdowych i hipotecznych listów zastawnych.
Źródło dostępne jest wyłącznie w płatnej wersji newslettera!
POLSKA: Większą dziura w budżecie
W ostatnich tygodniach skupiliśmy się głównie na budżecie, długu USA (zobacz Rynkowe Refleksje “Dług ostrzegawczy (40 bilionów USD) “ i “Wydatki USA (zgadniesz 2. miejsce?)”). Tymczasem w naszym kraju nie jest lepiej…
(…)
Ten news (wraz z linkiem źródłowym) dostępny jest wyłącznie w płatnej wersji newslettera!
WIEDZA: Wiatraki to odporności państwa?
Gdy przeczytałem te dane, to się mocno zdziwiłem. Ukraina zbudowała w 2025 roku około 324 MW nowych mocy wiatrowych, podczas gdy w Polsce przybyło w tym czasie 256 MW. Różnica wynosi tylko 68 MW, więc nie mówimy o przepaści, ale sam fakt, że kraj w warunkach wojny, ataków na infrastrukturę i problemów z finansowaniem buduje więcej nowych wiatraków niż Polska, jest zaskakujący.
Część (…)
Ten news (wraz z linkiem źródłowym) dostępny jest wyłącznie w płatnej wersji newslettera!
BRAZYLIA: Gigant chce (jeszcze) więcej!
Wywodzący się z Argentyny gigant uruchamia w Brazylii dostawy produktów w mniej niż godzinę, zaczynając od São Paulo, czyli największego i najważniejszego rynku w kraju. Na start usługa ma obejmować m.in. leki, jedzenie i inne produkty codziennego użytku, a jeśli testy pójdą dobrze, spółka chce rozszerzać model na kolejne lokalizacje.
Oczywiście mowa o (…)
Ten news (wraz z linkiem źródłowym) dostępny jest wyłącznie w płatnej wersji newslettera!
KRYPTO RAPORT W PIGUŁCE
RYNEK: Stablecoiny rosną, TE spółki zyskują?
Rynek stablecoinów urósł (około 50% od początku 2025 do początku 2026 roku) i wciąż rośnie, a ich rola coraz wyraźniej wychodzi poza klasyczne krypto. To już nie są tylko „cyfrowe dolary” używane do parkowania kapitału między transakcjami, ale infrastruktura do rozliczeń, transferów, płatności i potencjalnie także produktów opartych o tokenizowane aktywa.
Najprostszym giełdowym beneficjentem tego trendu jest Circle, czyli emitent USDC, jednego z największych stablecoinów na świecie (przypominam tekst “Binance stawia (100 mln) na Circle”). Przychody i dochody z rezerw Circle sięgnęły 694 mln USD, rosnąc o 20% rok do roku. Co ciekawe, USDC odpowiadało też za około 63% stablecoinowych transakcji komercyjnych realizowanych przez Visę.
Drugim beneficjentem jest Coinbase, choć tutaj ekspozycja jest mniej bezpośrednia, bo spółka zarabia jako giełda, powiernik aktywów i platforma dla użytkowników krypto. Coinbase ma jednak coraz większą rolę w ekosystemie USDC, bo średnia wartość USDC trzymanych w produktach spółki osiągnęła 19 mld USD, czyli około jednej czwartej całej podaży USDC znajdującej się na platformach.
Jeśli stablecoiny faktycznie staną się jednym z fundamentów cyfrowych finansów, to warto patrzeć nie tylko na same tokeny, ale też na spółki, które kontrolują ich emisję, dystrybucję, custody i integrację z tradycyjnym systemem płatniczym.
Źródło dostępne jest wyłącznie w płatnej wersji newslettera!
WIEDZA: NYSE też wchodzi w tokenizację
New York Stock Exchange i Blockchain.com mają wspólnie sprawdzić możliwość oferowania tokenizowanych wersji amerykańskich akcji i ETF-ów notowanych na NYSE. W praktyce chodzi o stworzenie blockchainowych tokenów, które reprezentują albo odwzorowują tradycyjne instrumenty finansowe, takie jak akcje czy fundusze ETF.
(…)
Najciekawsze jest to, że SEC otworzyła (…)
Ten news (wraz z linkiem źródłowym) dostępny jest wyłącznie w płatnej wersji newslettera!
RYNKOWA REFLEKSJA
Dezinformacja lekiem na dezinformację?
Rosyjska propaganda, fałszywe grafiki generowane przez sztuczną inteligencję i rządowa instytucja, która ma pomagać w walce z dezinformacją. Brzmi jak zestaw tematów, które trudno byłoby połączyć w jedną historię. A jednak wystarczy spojrzeć na wydarzenia z ostatnich tygodni, żeby dostrzec między nimi pewną zależność – ba, to wszystko spina się w “piękną” klamrę, i o tym właśnie będzie ta Rynkowa Refleksją.
Zacznijmy od 24 września. Wtedy pojawiła się informacja, że rząd Donalda Tuska planuje powołanie Centrum Walki z Dezinformacją. Pomysł uzasadniano przede wszystkim koniecznością skuteczniejszego przeciwdziałania rosyjskim operacjom informacyjnym. Nowe ciało ma koordynować działania różnych instytucji państwowych, analizować kampanie dezinformacyjne, ustalać ich źródła i przygotowywać komunikaty prostujące fałszywe lub zmanipulowane przekazy. W jego pracach mają uczestniczyć przedstawiciele m.in. ministerstw, służb specjalnych, policji i prokuratury, a do współpracy mają być zapraszani także eksperci spoza administracji.
Co istotne, Centrum ma mieć charakter opiniodawczo-doradczy. Nie jest to więc nowa służba wyposażona w uprawnienia do samodzielnego rozstrzygania, co wolno publikować.
1 października Ministerstwo Cyfryzacji potwierdziło, że Centrum powstaje jako ciało koordynujące działania istniejących instytucji.
Trudno zaprzeczyć, że problem dezinformacji nie istnieje. Służy ona podsycaniu niepokojów społecznych, osłabianiu zaufania do instytucji czy wywoływaniu chaosu w sytuacjach kryzysowych. W przypadku rosyjskich operacji informacyjnych nie chodzi zresztą wyłącznie o przekonanie odbiorców do konkretnej wersji wydarzeń. Czasem wystarczy doprowadzić do sytuacji, w której ludzie przestają wierzyć komukolwiek, a każda informacja staje się przedmiotem podejrzeń i politycznej walki.
I właśnie dlatego drugi news, który pojawił się 13 października, jest tak interesujący, przewrotny, a może nawet niepokojący?
Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak poinformował, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego obserwuje radykalny spadek aktywności rosyjskich botów w internecie. Wypowiedź padła podczas narady dotyczącej bezpieczeństwa w szkołach, w kontekście obaw o rosyjską dezinformację. Minister powiązał spadek aktywności z uderzeniami Ukrainy w rosyjskie centra danych i wyłączeniem części infrastruktury technologicznej.
W sieci krążyły wówczas grafiki sugerujące, że aktywność rosyjskich botów wyraźnie spadła. Problem w tym, że jedna z nich została wygenerowana przez… AI. Eksperci zwracali również uwagę, że spadek automatycznego ruchu w sieci rosyjskiego Yandexu nie musi oznaczać ograniczenia aktywności farm trolli w mediach społecznościowych. To dwa różne zjawiska, których nie można automatycznie utożsamiać.
Po wypowiedzi Siemoniaka pojawiło się więc zasadnicze pytanie: skąd dokładnie pochodzą dane, na które powoływał się minister? Nie ma podstaw, by przesądzać, że źródłem informacji służb była właśnie fałszywa grafika. Nie zostało jednak publicznie wyjaśnione, jakie konkretnie dane stały za przedstawionym wnioskiem…
Zwróćmy uwagę na pewien paradoks. Z jednej strony państwo chce stworzyć mechanizm, który pomoże szybciej identyfikować fałszywe informacje i prostować je, zanim zdążą dotrzeć do milionów odbiorców. Z drugiej strony samo państwo musi być gotowe na weryfikację źródła, metodologię i wiarygodność informacji, które przekazuje opinii publicznej.
Jeżeli walka z dezinformacją ma być skuteczna, nie może polegać na tym, że obywatel ma bezwarunkowo wierzyć komunikatom jednej instytucji, a wszystkie informacje podważające jej stanowisko traktować jako podejrzane. Nie oznacza to oczywiście, że każda wypowiedź polityka jest manipulacją albo że każda rządowa inicjatywa w tym obszarze musi prowadzić do ograniczania wolności słowa.
Problem polega na czymś innym: kto weryfikuje weryfikujących i według jakich zasad?
Błędnym podejściem i pomyłkami rządzących może dojść do tego, że walka z dezinformacją może przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. Zamiast zwiększać zaufanie, będzie je osłabiać. Dlatego tak istotne są przejrzyste kryteria, możliwość sprawdzenia źródeł oraz gotowość do publicznego korygowania własnych błędów. Dotyczy to zarówno mediów, platform internetowych, jak i instytucji państwowych.
A teraz dodajmy do tego sztuczną inteligencję. Jeszcze niedawno stworzenie wiarygodnie wyglądającej grafiki, dokumentu czy materiału wideo wymagało czasu i pewnych umiejętności. Dziś narzędzia generatywne znacznie obniżają tę barierę. Można przygotować materiał, który na pierwszy rzut oka wygląda profesjonalnie, zawiera wykresy i liczby, a mimo to nie ma żadnego wiarygodnego źródła. Co gorsza, taki obrazek może zostać udostępniony tysiące razy, zanim ktokolwiek sprawdzi jego pochodzenie.
Właśnie dlatego problem nie sprowadza się do Rosji ani nawet do polityki. Dotyczy również gospodarki i rynków finansowych. Fałszywa informacja o wynikach spółki, kondycji banku, decyzji regulatora czy wydarzeniu geopolitycznym może wpływać na decyzje inwestorów, wywoływać gwałtowne reakcje cenowe i podważać zaufanie do instytucji.
Warto sprawdzić, skąd pochodzi wykres, kto opublikował dane i czy niezależne źródła potwierdzają przedstawiony wniosek. Szczególnie wtedy, gdy informacja idealnie pasuje do naszych wcześniejszych przekonań albo wywołuje silne emocje.
W walce z dezinformacją łatwo wpaść w pułapkę, w której cel zaczyna uświęcać środki. A wtedy pojawia się ryzyko, że próbując walczyć z fałszywymi informacjami, sami zaczniemy powielać te niezweryfikowane. Dezinformacja lekiem na dezinformację? To byłby dopiero absurd.
Źródło dostępne jest wyłącznie w płatnej wersji newslettera!
W Rynkowej Refleksji pt. “Ukryty koszt poboru” przeczytasz:
Ostatnio rozgorzała w Polsce dyskusja o przywróceniu poboru do wojska. Chyba wszystko zaczęło się od słów Sławomira Mentzena, który przekonuje, że powszechne szkolenia wojskowe dla młodych mężczyzn powinny wrócić jak najszybciej. Jego zdaniem w przypadku wojny i tak zostaną oni powołani, a wcześniejsze przygotowanie może zwiększyć ich szanse na przeżycie. Polityk przywołuje też przykład Ukrainy, która jego zdaniem broni się dzięki poborowi.
Oczywiście temat wrócił w kontekście wcześniejszych zapowiedzi rządu dotyczących powszechnych szkoleń. Pojawia się więc pytanie, czy Polska powinna mocniej postawić na obowiązkowe przygotowanie wojskowe, a jeśli tak, to w jakiej formie.
Nie zamierzam rozstrzygać tutaj, jaki model armii najlepiej odpowiada obecnej sytuacji geopolitycznej. Warto jednak spojrzeć na temat z nieco innej strony. Pobór ma bowiem nie tylko wymiar militarny i społeczny, lecz także ekonomiczny. A ten łatwo przeoczyć, jeśli patrzymy wyłącznie na wydatki zapisane w budżecie Ministerstwa Obrony Narodowej.
Stąd też (…)
Materiały źródłowe:
dostępne wyłącznie w Migawce Rynku Premium!






