Czy wiesz, kto według oficjalnych statystyk jest największym złodziejem w USA?

Na początku 2017 roku rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy Kodeks Karny, który wprowadził do niego definicję konfiskaty rozszerzonej. Zasadniczo ma ona dawać możliwość organom ścigania do konfiskaty majątku, który pochodzi z nielegalnych źródeł.

Czy jednak rzeczywiście jest tak, jak zapewnia ustawodawca, że zwykli obywatele nie mają się czego obawiać? Nie do końca – wszak przepisy te mają na celu dostosowanie naszego prawa do 'standardów europejskich’, a te idą niemalże łeb w łeb z tym, które obecnie stosuje się w kolonialnych Stanach Zjednoczonych.

A stamtąd płyną do nas niepokojące sygnały – oto kilka tygodni temu do sądu w Ohio wpłynął pozew Rustema Kazazi’ego przeciwko U.S. Customs And Border Protection, czyli tamtejszego odpowiednika Urzędu Celnego.

Otóż Rustem Kazazi, 64-letni imigrant z Albanii, który osiedlił się w Stanach w 2005 roku, a od ośmiu lat jest wraz ze swoją rodziną pełnoprawnym obywatelem USA chciał w Październiku zeszłego roku wybrać się do swojego rodzimego kraju. Planował tam odwiedzić bliskich, dokonać niezbędnych napraw rodzinnego domu, a także poszukać domku letniskowego, w którym mógłby przebywać latem. W tym celu zapakował 58 000 USD do swojej torby i udał się na lotnisko.

Jakież było jego zdziwienie, gdy podczas rutynowej kontroli, kiedy strażnicy zobaczyli co znajduje się w torbie, wezwano go do osobnego pomieszczenia, przeszukano (kazano mu się nawet rozebrać do naga) i skonfiskowano całą jego gotówkę.

Mało tego, cała sytuacja odbyła się bez podania przyczyny podjętego działania. Agentom CBP umożliwiła to procedura nazwana civil asset forfeiture, czyli prawo dające możliwość władzom odebrania gotówki oraz mienia osobom, które nie zostały skazane i którym nie postawiono nawet zarzutów!

Pikanterii temu zdarzeniu dodaje fakt, że po konfiskacie majątku przez CBP Rustem Kazazi nie otrzymał żadnego pisma, dokumentu lub czegokolwiek, co stanowiłoby wyjaśnienie owej sprawy. Został on zwyczajnie odprawiony z kwitkiem Custody Receipt for Seized Property, w którym było jedynie wskazane, że odebrano mu „U.S. Currency”, czyli gotówkę. Kwoty nie podano, gdyż po zabraniu kopert przez CBP nikt gotówki przy Kazazim nie przeliczał. W ten sposób obywatel USA został puszczony wolno, ale biedniejszy o swoje oszczędności życia.

Dopiero ponad miesiąc po feralnym zdarzeniu, CBP wysłało do Kazazi’ego zawiadomienie o zajętych 57 330 USD (!), które podejrzewali że brały udział w przemycie / handlu narkotykami / praniu brudnych pieniędzy. Czyżby CBP wpadło na trop międzynarodowej szajki, której spektrum działania obejmuje tak szeroki zakres? Nic z tych rzeczy.

CBP ma ustawowo 90 dni, podczas których – po zajęciu mienia – musi wszcząć postępowanie względem osoby, której mienie zostało skonfiskowane. Oczywiście, żadne postępowanie nie zostało wszczęte i pomimo tego, że CBP jest przepisami zobligowane do natychmiastowego zwrotu gotówki po tym czasie, Rustem Kazazi nadal czeka na swoje pieniądze (a minęło już ponad pół roku od konfiskaty).

Co warte jest odnotowania, kwota deklarowana przez CBP różni się od tej wskazanej przez Kazazi’ego – według którego cała suma była zapakowana w trzech kopertach, które zawierały wyłącznie studolarowe banknoty. Przez to niemożliwym jest, by brakowało kwoty, która nie jest wyrażona w pełnych setkach.

Cała sytuacja zapewne rozeszłaby się z czasem po kościach, gdyby nie fakt, że według rządowych danych konfiskata majątku przekroczyła w 2014 roku w USA 5 MLD USD – a jest to więcej, niż w tym samym roku Amerykanie stracili poprzez rabunek w skali całego kraju.

Wnioski nasuwają się same – gorsi od złodziei w czarnych ubraniach są złodzieje w mundurach i białych kołnierzykach. I nie mówię tego na wyrost – w końcu ktoś może mi zarzucić, że przecież mienie zrabowane jest stracone, podczas gdy nienależnie skonfiskowane powinno być zwrócone – gdyż została wydana już druga edycja raportu Policing for Profit (The Abuse of Civil Asset Forfeiture), napisanego pod redakcją adwokata, zajmującego się sprawą Kazazi’ego.

W raporcie tym możemy przeczytać między innymi:

Under civil forfeiture laws (…) once property is seized, owners must navigate a confusing, complex and often expensive legal process to try to win it back. Worst of all, most civil forfeiture laws give law enforcement agencies a powerful incentive to take property: a cut, or even all, of forfeiture proceeds.

a także:

Through civil forfeiture, police and prosecutors can self-fund, financing operations entirely beyond the democratic controls embodied by city councils, county commissions and state legislatures

Jasno wynika z tego, że przeróżne instytucje korzystają z tego prawa wedle własnych potrzeb, niejednokrotnie zarobkowych – roszcząc sobie prawo do całości lub części skonfiskowanych środków. W raporcie możesz również znaleźć informację o tym, że w stanie Illinois po zajęciu  majątku o wartości do 150 000 USD przez władze, aby w ogóle zacząć proces jego odzyskania poszkodowany (bo nawet nie musi być podejrzany) musi wpłacić 10% jego wartości jako depozyt, który przepada nawet jeśli uda mu się wygrać sprawę.

Słowem, władze mogą skonfiskować majątek bez podania przyczyny, a gdy okaże się, że były w błędzie, i tak obywatele są skazani na stratę 10% jego wartości oraz poniesienie kosztów sądowych i pomocy prawnej (która w USA jest naprawdę kosztowna).

To już nie są mrzonki o tym, że 'władza może wszystko’, tylko realne odwrócenie zasady innocent until proven guilty na guilty until proven innocent. Stanowi to pogwałcenie swobód obywatelskich zapisanych w najstarszej konstytucji świata!

Trudno mi przewidzieć, czy i kiedy (oraz w jakiej formie) podobne przepisy zagoszczą na salonach w Unii Europejskiej, jednak krótka lekcja historii imperiów na przestrzeni dziejów ludzkości każe nam sądzić, że droga do upadku zawsze będzie podobna.

Najpierw dane imperium zwiększa swój zasięg (terytorialny i ekonomiczny), następnie w celu kontroli obywateli na tak rozległym obszarze następuje rozrost biurokracji, by potem w celu utrzymania swoich wpływów i spełniania obietnic wyborczych zadłużyć państwo do tego stopnia, że w pewnym momencie staje się ono niewypłacalne.

W USA odnotowujemy właśnie rekordową wartość długu publicznego (dość powiedzieć, że ostatnia prezydentura Obamy wygenerowała go więcej, niż wszyscy wcześniejsi prezydenci razem wzięci!), w Unii Europejskiej również zaczyna robić się nieciekawie (na świeczniku poza Grecją są Portugalia, Hiszpania, Włochy czy nawet Francja). Czy ten trend dotknie również i nas? To wszystko zależy – od tego, czy my jako obywatele dalej będziemy iść drogą bezkresnego konsumpcjonizmu i rozdawnictwa, czy skupimy się na tym, co buduje wartość wokół nas.

Dlatego zawsze będę powtarzał – nie oddawaj władzy i własnych marzeń w ręce tych, którzy od dziesięcioleci potwierdzają swoją nieudolność w tym, co robią. Zamiast tego odpowiednio zabezpiecz siebie i swoją rodzinę, by jakikolwiek polityk nie mógł ot, tak po prostu zagrabić jednym podpisem tego, na co pracowałeś całe swoje życie.

A na koniec – mały akcent w postaci dość ciekawego wywodu, znalezionego gdzieś w Internecie: Historia degradacji ludzkiej wolności.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *